Dlaczego jestem instytutem pamięci

Jedno z moich najwcześniejszych wspomnień: mam 4 lata, ojciec odbiera mnie po pracy od babci. Czekamy na autobus 127. Nie odrywam wzroku od chodnika: szukam zapałek, liści, patyków, petów, papierków i kamieni. Zbieram je w jednym miejscu, a potem układam w różne wzory. To mój codzienny rytuał.

Niewiele się od tego czasu zmieniło. Jestem przewlekłą kolekcjonerką. Co prawda, rozszerzyłam pole poszukiwań poza chodnik przystanku 127 i zaczęłam  - bez większej konsekwencji - archiwizować swoje znaleziska.  Baza jest jednak taka sama: pet nadal interesuje mnie w tym samym stopniu, co kwiat.

Nie policzę, ile dysków wypełniłam do tej pory zdjęciami, ile kartonów - wycinkami, ile zeszytów i nigdy nie wysłanych smsów - notatkami. Dzięki temu kronikarstwu z imponująca, podobno, dokładnością zapamiętuję fakty z życia moich znajomych, czemu zawdzięczam przydomek Instytut Pamięci.
Gdyby nie fakt, że czerpię prawie taką samą przyjemność z archiwizowania, co z redukowania (proces katalizowany przez częste przeprowadzki i sporadyczne kradzieże, których ofiara padam), zapadłabym na pewno na zespół Diogenesa.

Cały fun polega na tym, że ta kolekcja powstaje bez mojego czynnego udziału. Porównałabym to do radości z dobrej zdobyczy w lumpeksie. Teoretycznie, jako córka sitodrukarza i człowiek obeznany z działaniem programów graficznych mogłabym po prostu zaprojektować/ skopiować sobie dowolną perełkę. Ale wiadomo przecież, że perły poławiane są warte więcej, niż hodowlane (btw. kiedyś "wierzono, iż perłopławy, we wnętrzu których znajdowano cenne twory, były zapładniane przez tęczę dotykającą wód oceanu." hmm.)

Zrobiłam ostatnio przegląd swoich zbiorów i chciałabym niniejszym odgrzać kilka kotletów i przedstawić parę nowych nabytków:

1) Po rozstaniu z rodziną ambasadora Kataru, konserwowałam powierzchnie płaskie w studio fotograficznym. Jak się pewnie domyślacie, większość odpadów w takim miejscu stanowią zdjęcia: te "źle" wywołane albo takie, które nie doczekały się odbioru. Codziennie opróżniałam kosze pełne takich "śmieci". Codziennie też, z wypiekami na twarzy zamykałam się w komórce na szczotki, rozsypywałam zawartość worków na podłogę i zamieniałam się w Anne Vintour mojego prywatnego magazynu Ordinary German People Stajlo. Zdarzało się, że fotografie były nienaruszone, ale najczęściej ktoś przecinał je albo darł na kawałki. Nie policzę wieczorów, które spędziłam ze znajomymi, składając te obrazki w całość, albo przeciwnie - tworząc niemożliwe krajobrazy albo hybrydy niemieckich urlopowiczów.
W morzu przeciętnych fot zdarzały się prawdziwe dzieła sztuki. Poniżej mój ulubiony dyptyk.




2) Nigdy nie zapomnę treści plakatu zachęcającego do wyjazdu na rekolekcje parafii Maurycego, który zawisł na tablicy ogłoszeń mojego dawnego gimnazjum. Afisz głosił:

CZAS UCIEKA WIECZNOŚĆ CZEKA, 
WIEC NIE ŻAŁUJ FUNDUSZY NA KSZTAŁTOWANIE DUSZY
Na dokładkę celem wyjazdu były SROMOWCE NIŻNE.
Fake, powiecie? Znam kogoś, kto wyjechał wtedy do Sromowców. True story.

3) Przedmiotów, wyjątkowo, nie kolekcjonuję. Temu jednak nie mogłam się oprzeć.



Radio kupiłam kilka lat temu, na pchlim targu w Słupsku, za 8 zł. (Widziałam ostatnio podobny egzemplarz w Muzeum Rzeczy w Berlinie.) Zabrałyśmy je z Asią na wycieczkę do Rumunii. W załączonym materiale multimedialnym umila nam podróż Słupsk-Przemyśl.

4) I jeszcze garść notatek z mojego osieroconego, starego bloga:

Jadę wczoraj 22. Kilka przystanków od pętli Leśnica wsiada wycieczka niewidomych dziewczynek (...). W pewnym momencie tramwaj zaczyna ostro hamować i dzwonić. Zatrzymuje się. Po chwili rusza. Siedzę przy oknie po lewej stronie. Patrzę przez to okno. Mijamy OWCĘ.


Natalia dostaje SMS od Oli. Treść:
„Nie pamiętamy 15 minut.”
Ola nie pamięta, żeby wysyłała takiego sms-a

Zasłyszane w kiblu, w klubie:
- No i jak?
- Minus dwadzieścia.
- To znaczy?
- Wiesz co to jest zero?
- No, piździ.
- To teraz sobie wyobraź minus dwadzieścia.

W szpitalnej windzie pacjent zwierza się koledze z historii swojej choroby:
- Wszedłem do wanny i już nie mogłem wyjść. To wszystko.

- Jak tam pani badania pamięci, pani Joanno?
- Nie pamiętam.

Postaci jest niewiele na świecie. ale na szczęście było ich kilkanaście. np. moja mama [Asia]

Nie cierpię mieć manii prześladowczej! [Ola]

Śniło mi się, że pobierałaś podatki od kotów [Ola]


Jak ja lubię ludzi, którzy nie maja zębów! [Oskar]

On ma tańczący sposób stania [Anonim]

Takich hipokrytów nie znoszę, co twierdza, że słońce nie ma promyczków. [Jacek]


Zainteresowanych zapraszam do archiwum:
http://ikke.ownlog.com/
http://sory.blog.pl/
Kłaniam się.

Komentarze

Popularne posty