The art of beautiful failing/ chłopaki


Dyskoteki już były, lecimy z chłopakami (Następne w kolejce , rzecz jasna, 'takie takie'. Oxana, pamiętamy)

Miejsce akcji: łąka w parku Humboldthain (Wedding)



Osoby dramatu: 
ja
boski Moritz



Pozostałe osoby dramatu: patchwork multi-kulti czyli społeczeństwo niemieckie na kocach
 


Rekwizyty: lornetka

Jedno z leniwych przedpołudni, które spędzałam tego lata grzejąc się w parku. Leżę na kocu, słucham muzyki, jest bajecznie. 
Któryś z 'parkowych znajomych' (o tej społeczności w następnej notce) przyniósł tego dnia lornetkę. Umilam sobie czas obserwując z oddali drzewa, ludzi i psy (zwłaszcza psy). W pewnym momencie w moim kadrze pojawia się Moritz, pięknie zbudowany blondyn, w którym jawnie się podkochuję. Moritz żongluje, a każdy mięsień jego pleców jest przy tym tak doskonały, że nie sposób nie zawiesić na nim wzroku. Toteż zawieszam. On to, oczywiscie zauważa (co?! czy on nie powinien być daleko? do czego ma niby służyć ta lornetka?) i zaczyna wykonywać w moim kierunku nieprzyzwoite gesty. Rozbawiona, ale i zawstydzona tracę na chwilę rozum i bezzwłocznie demaskuję się odpowiadając:

- Ha-ha-ha, I'm not looking at you!



Nie mam nic do dodania.

Komentarze

Popularne posty