White noise

Pierwsze kroki w Berlinie stawiałyśmy latem 2013. Był to o tyle ekscytujący, co stresujący czas. Wszystko wydawało się intensywniejsze, większe, trudniejsze i bardziej dramatyczne. Musiałyśmy się nauczyć poruszać po tym mieście. Musiałyśmy sięgnąć pamięcią do prehistorii i przypomnieć sobie, jak się mówi po niemiecku. Wreszcie - musiałyśmy znaleźć pracę, zanim bankructwo odnalazło nas.
Lato było tego roku długie i wyjątkowo ciepłe, więc skołatane stresem asymilacjnym nerwy koiłyśmy w pobliskim parku.
[Nie byłabym mgr. inz. arch. kraj. gdybym nie zamieściła tu maleńkiego opisu terenu opracowania. A zatem: Volkspark Humboldthain leży niedaleko węzła komunikacyjnego Gesundbrunnen. To dość duży park o różnorodnym programie: jest tu basen miejski, boiska, ogród różany, ogród 'chinski'. Nad tym wszystkim góruje dawny bunkier przeciwlotniczy, z którego rozciąga się widok na całą okolicę. Więcej: 1  2]

Siedzenie na trawie zniknęło z polskiego kodeksu karnego w 2010 roku. Niemcom chyba nikt nigdy tego nie zabraniał - frekwencja i inwencja z jakimi podchodzą do kwestii chillu na świeżym powietrzu świadczy o wieloletnim doświadczeniu. W toku moich pogłębionych badań terenowych zaobserwowałam:

- amatorów frisbee, rekrutujących  nowych graczy wśród nieznajomych (nawiasem mówiąc, Natalia poznała w ten sposób swojego obecnego chłopaka),

- krzyczących dziadów - ok. 30 starych Turków, najwierniejszych bywalców parku grających codziennie, nawet zimą, w coś w rodzaju boule, i strasznie przy tym wrzeszczących,

- panów w garniturach bez żenady odprawiających powolne rytuały na cześć słońca,

- joginów, wojowników, tancerzy,

- profesjonalistów z rybackimi krzesełkami i wypełnionymi piwem kompaktowymi lodówkami

- cyrkowców - żonglujących, chodzących po linie i kr
ęcących różnego rodzaju pałkami (do tej grupy też zostałyśmy zwerbowane),

- ludzi świętujących w parku urodziny

- mieszkanców parku, np. kolekcjonera butelek z przepukliną, którego autodestrukcyjnym hobby było przenoszenie wielkich metalowych koszy na śmieci z miejsca na miejsce

- dilerów orbitujących wokół parku,  


ten przyszedł pewnego dnia owładnięty potrzebą robienia salt i żądał, żeby robić mu zdjęcia
Każdemu wg potrzeb.
Naszą potrzebę park zaspokoił z nawiązką - w pionierskich czasach skutecznie uspokajał wystraszone serduszka, a do tego pośredniczył w poznawaniu połowy naszych obecnych berlinskich znajomych.

Tutaj mały album z ilustracjami
c.d.n.

Komentarze

Popularne posty