Jacy jesteśmy oraz jak żyć
Zawsze denerwowało mnie gadanie o tzw. słowiańskiej duszy. Obywatele zachodniej Europy mają tendencję do nie odróżniania Polaków od Rosjan, czy Czechów. Przypisuje się nam jakieś "typowo polskie cechy" i wkłada do szuflad. Nie lubię tego.
Zastaw się, a postaw się? Owszem.
Najwięcej witaminy mają polskie dziewczyny? DUH
Ale coś takiego jak słowiański temperament?
Nie uznawałam Polaków za szczególnie spontanicznych, czy emocjonalnych, dopóki nie poznałam Niemców. I Finów. W Finlandii mieszkałam, z przerwami, trochę ponad rok. W Niemczech - już prawie dwa lata. Wystarczająco długo, żeby zakwestionować kilka stereotypów.
Na przykład ten, że Finowie poruszają się w zwolnionym tempie i są nudni. Nie wszyscy.
Koleguję się z pracownikiem fińskiej budżetówki, nazwijmy go Jarno. Pewnego, pewnie zimowego dnia, Jarno zgromadził nas w barze, uprzedzając wcześniej, że chodzi o coś poważnego. Podstępny! Dopiero po kilku kolejkach whiskey ujawnił, że zwołał to doniosłe zebranie, bo chce nas namówić na wspólne wynajęcie vana i podróż do oddalonych o 400 km Helsinek, po płynącą już do niego promem estońską tchórzofretkę.
Koleguję się z pracownikiem fińskiej budżetówki, nazwijmy go Jarno. Pewnego, pewnie zimowego dnia, Jarno zgromadził nas w barze, uprzedzając wcześniej, że chodzi o coś poważnego. Podstępny! Dopiero po kilku kolejkach whiskey ujawnił, że zwołał to doniosłe zebranie, bo chce nas namówić na wspólne wynajęcie vana i podróż do oddalonych o 400 km Helsinek, po płynącą już do niego promem estońską tchórzofretkę.
Albo: czy pozbawiony fantazji człowiek wydałby sumę becikowego i odszkodowania za skradziony aparat - narzędzie pracy szczęśliwego tatusia, na półroczny pobyt na Jamajce, z rodziną 2+3. Tak zrobili rodzice mojego eks. Nawiasem mówiąc, ich najmłodsza córka po powrocie do domu bała się białych ludzi.
Kolejną cechą, która zadziwiała mnie u Finów, jest ich upodobanie do upijania się i grania w gry planszowe.
Na temat Berlińczyków też mogłabym powiedzieć wiele dobrego, ale skoro mowa o różnicach..
Wyobraźmy sobie dwoje ludzi, którzy poznają się w jakichś okolicznościach, spotykają ze względu na te okoliczności i otwarcie cieszą swoim towarzystwem. Powiedzmy, że rzeczone okoliczności ulegają zmianie. Dla Polaka oczywistą sprawą jest, że satysfakcjonującą znajomość się utrzymuje. Dla Berlińczyka - niekoniecznie. Berlińczyk, ze swoim wylajtowanym dążeniem do robienia sobie wygodnie, nie zrozumie tęsknot słowiańskiej duszy. Zresztą, racjonalnie rzecz biorąc, oglądanie się za siebie w mieście niezliczonych szans, jest niepotrzebną stratą energii.
Zrobiło się trochę smutno, ale właśnie w tym dramatycznym momencie, rewizji ulega mój patriotyczny wkurw na domalowywanie Polakom gęby nostalgicznych histeryków. Może jest w nim trochę prawdy..
Na koniec, w programie z cyklu "Jacy jesteśmy oraz jak żyć", lekcja od Finów (przydatna w panujących okolicznościach przyrody):
Zimowy poranek w Laponii. Słońce wstanie po południu, na parę godzin. - 40 C.
Jak reaguje na to Fin? Fin zakłada podwójne kalesony, rozgrzewa samochód, wypija powoli pół litra kawy, kolejne pół litra wlewa do termosu, i niewzruszony wychodzi do pracy.
Po kilku tygodniach i przejściu wszystkich faz żałoby po środkowoeuropejskim klimacie, zaczęłam po prostu robić to samo.
Po kilku tygodniach i przejściu wszystkich faz żałoby po środkowoeuropejskim klimacie, zaczęłam po prostu robić to samo.
Także tego.. odrobina lapońskiej zmuły, lekka nutka berlińskiej dekadencji, kalesony i wszystko będzie dobrze.
Tym pozytywistycznym akcentem żegnam się i życzę rychłej wiosny.

Komentarze
Prześlij komentarz