Skarabeusz
Stacja Möckenbrucke, ruchome schody do platformy U1, kierunek Warschauer Straße. Dziewczyna o budowie tak drobnej, że przez chwilę zastanawiam się, czy to jednak nie chłopiec, ciągnie oburącz metalowy, załadowany piętrowo wózek na kółkach. Skórę ma opaloną, włosy - krótko przycięte, skręcone w sprężynki. Ładunek musi być ciężki: dziewczyna nie jest w stanie wtoczyć go po minimalnym, może półcentymetrowym uskoku między ruchomymi schodami, a stałym lądem. Na szczycie zaczyna tworzyć się korek. Jakiś mężczyzna pomaga dziewczynie. Widać, że nawet we dwoje nie jest im łatwo.
5 minut do odjazdu. Przechodzę na koniec peronu, żeby popatrzeć na okolicę, a potem na siebie, oglądającą siebie (oglądającą siebie) na ekranach monitoringu. Następnie wracam nad ruchome schody. Tam, gdzie najwyżej wyniesiony stopień znika wciągnięty przez peron, leży podłużna kupka czerwonej ziemii. Z wałka, toczonego taśmowym ruchem schodów, wydziela się rąbek podskakujących, wirujących - i z każdym obrotem coraz większych - kulek. Niektóre, te najnowsze i najmniejsze, miażdżone przez szparę na granicy, znikają w mrokach rewersu elewatora. Czas pozostały do przyjazdu U1 spędzam zahipnotyzowana tym widokiem.
Do metra wsiadam tymi samymi drzwiami, co dziewczyna z wózkiem. Mimo, że zapiera się całym swoim ciężarem, nie może wciągnąć go do środka. Znowu ktoś jej pomaga i znowu: w ostatniej chwili udaje im się rozpędzić kółka transportera na tyle, żeby przeskoczyły wąski próg wagonu.
Bagaż opakowany jest w czarną folię, W jej wgnieceniach dostrzegam czerwonawo połyskujące jeziorka. Mokre ślady prowadzą do rękojeści, ściskanej dłońmi tej dziewczyny.
Zawstydzona dziwną intymnością tego odkrycia spuszczam wzrok. Na stopie wózka - czerwona ziemia.
Zapytałabym, skąd jest, dokąd ją wiezie, dlaczego aż tak jej na tym zależy, dlaczego robi to sama? Coś w jej skupieniu i wyczerpaniu tą przedziwną misją (oraz fakt, że poza zainteresowaniem gapia nie mam jej nic do zaoferowania) sprawia, że jednak milczę.
Wysiadam na Kottbuser Tor i wracam myślami do obracania w głowie swoich własnych ciężarów.
Ps. Jednym z metaforycznych worów węgla, kamieni i miału, który przerzucam od wielu już miesięcy, jest poszukiwanie godnego lokum w Berlinie. Notka w toku.

Komentarze
Prześlij komentarz