Gałęzie polityki

Taką oto fikcyjną historyjkę wymyśliłam sobie, próbując zrozumieć motywy sprawcy/ów brawurowej wycinki.
Nie udowodniono powiązań między tym aktem, a przeciwnikami grodzenia terenów zeszłorocznej wystawy, choć wskazują na to pewne poszlaki. Dwa tygodnie przed symboliczną rzeźnią japońskich niewiniątek ktoś wysprayował na fasadzie dzielnicowego punktu informacji: “NIE pastwiskom w Dolinie Wuhle.”
Jeśli takie powiązanie istnieje, agresorzy nie mogli wybrać celu bardziej wymownego. Powalone wiśnie były częścią Sakura-Campaign, akcji zorganizowanej z okazji upadku muru berlińskiego przez japońską stację telewizyjną TV-Asahi. W 1990 roku jej widzowie zebrali 140 milionów jenów (ponad 4,5 milionów złotych), które przekazano Berlinowi na posadzenie dziewięciu tysięcy ozdobnych drzew.
Trudno wyobrazić sobie bardziej dobitną manifestację roszczeń do przestrzeni Kienberg-parku, niż ścięcie kilkunastu z nich i to miesiąc przed świętem kwitnących wiśni.

Wyładowywanie frustracji, wywołanej sporem o przestrzeń, na drzewie wydaje się absurdalne, ale wcale takie nie jest. Nie sądzę, żeby sprawcy tego, i jemu podobnych aktów cierpieli na dendrofobię. Kieruje nimi raczej przekonanie, że ich swoboda poruszania się/ zysk/ subiektywnie pojmowany postęp są ważniejsze. Okaleczenie naładowanego znaczeniem obiektu - w tym wypadku rośliny - jest komunikatem, manifestacją jakiejś opinii. Historycznym przykładem takiej symbolicznej przemocy może być praktyka pierwszych propagatorów chrześcijaństwa w Europie, którzy wycinali pogańskie święte gaje i stawiali w ich miejscach kościoły.

Szukając innych przykładów wandalizowania drzew trafiłam na ruch obywatelski przeciwko projektowi Stuttgart21. To najdłużej w historii współczesnych Niemiec trwający protest. Kwestią sporną jest plan przebudowy dworca głównego.
Przeciwnicy realizacji spotykają się i manifestują regularnie, co tydzień, od 1996 roku. Ich punktem zbornym jest “drzewko oporu”, Wiederstandsbaum, posadzone na terenie historycznego parku pałacowego, którego wycięcie zaplanowano pod budowę dworca. Drzewko niszczono wielokrotnie: Kolejne nasadzenia były okaleczane, tratowane, zatruwane płynem do czyszczenia toalet, wycinane. Pod naciskami protestujących zdrowa i dobrze rokująca część starodrzewu Schloßparku została przesadzona na teren kompensacyjny. Pod piłę poszły 282 drzewa.

Mam wrażenie, że od kiedy Szyszko zaczął piastować funkcję ministra środowiska, drzewa w Polsce bardzo się upolityczniły. Obserwuję to z zatroskaniem, ale i pewną dozą nadziei.
Jeszcze kilka lat temu facebookowy profil STOP wycince drzew we Wrocławiu przepełniony był smutnymi fotami rugowanych podwórek i ulic. Społeczność raportujæca o stanie wrocławskiej zieleni była wtedy raczej niewielka i nieustrukturyzowana, ale bardzo szybko rosła. Dziś na wallu grupy wyniki obywatelskiego monitoringu poprzeplatane są informacjami na temat nowych nasadzeń, realizowanych projektów obywatelskich, spacerów dendrologicznych etc. Ich ilość jest imponująca.

Narzędzi, które umożliwiają partycypację mieszkańców w kształtowaniu swojego otoczenia nie wypracowano wczoraj. Nie mniej, nie mogę oprzeć się wrażeniu, że niesprzyjający przyrodzie klimat polityczny w Polsce popchnął wielu ludzi do sięgnięcia po nie i wykorzystana ich na rzecz zieleni miejskiej.
Może - paradoksalnie - bezpardonowe obchodzenie się obecnego rządu z naturą w zdjęło z ekoaktywizmu odium fanatyzmu i, tfu, hipisowatości?

Na koniec nie rzucę żadnego bon motu ani mądrego cytati, bo już i tak znowu popadłam w patos. Poza tym spieszę się do parku. 

Komentarze

Popularne posty