Crop circles
Weszłam w zeszłym roku w posiadanie, a właściwie w dzierżawienie małej działeczki. Nie takiej z altanką i wanną pełną deszczówki, w której pływają jabłka. Jeszcze nie. Moja działka ma 20 metrów kwadratowych i kształt kawałka tortu. Czubkiem styka się z kilkudziesięcioma podobnymi sobie poletkami. Z góry nasz ogród bardziej, niż tort, przypomina przekrój pnia drzewa, gdzie słoje to nie lata, a zaokrąglone warzywne grządki. Idąc dalej za tą metaforą: kora działki jest ze słoneczników, a w rdzeniu stoi zraszacz otoczony ziołami. W sezonie - rano i wieczorem - sam się uruchamia i, jak cyrkiel, zatacza wodą kilkumetrowy krąg wokół własnej osi.
Sezon w bauerngarten zaczyna się w majówkę. To wtedy gospodarze oddają ziemię nam, działkowcom. Kręgi mają za sobą międzyplon, są świeżo zaorane i nawiezione. Rosną już na nich pierwsze wątłe sadzonki, kiełkują ziarna.
Na razie, wszystkie parcele wyglądają identycznie. Plan uprawy, podporządkowany zasadom “dobrego i złego sąsiedztwa” i płodozmianu, jest narzucony z góry. Podobnie jak przykaz stosowania preparatów organicznych, budowania podpór z naturalnych materiałów i surowy zakaz GMO. Bio-roślin dostarcza ferajna (tzn. Verein - stowarzyszenie).
Bauerngarten nie narzuca częstotliwości, z jaką musisz pojawiać się na parceli, nie interesuje go to, czy ją plewisz (chociaż stracić mogą na tym twoi sąsiedzi). Nie ma znaczenia, czy jesteś zaprawionym działkowcem, czy kompletnym dummie. Nie musisz mieć zestawu narzędzi - te znajdziesz na miejscu, w przypisanej twojemu kręgowi skrzyni.W zeszłym sezonie weszłam na działkę z małym doświadczeniem i ograniczonymi zasobami czasu. Pomagały newslettery:
“W grządce 3A można wysiać fasolę. Nasiona czekają w skrzyni. Powodzenia.”
“Wyrwane chwasty deponuj na grządce z dynią. Dynie to uwielbiają.”
“Jeśli nie chcesz mieć marchewek cienkich jak ołówek, radzimy rozrzedzić rzędy.”
“Oto kilka praktycznych porad, jak odróżnić sadzonkę od chwastu”
Bardziej doświadczeni sąsiedzi byli co najmniej tak samo ważnym źródłem informacji. Chociaż wszyscy sadziliśmy to samo, pod koniec sezonu nie było w naszym kręgu dwóch identycznych parceli.
Bardziej doświadczeni sąsiedzi byli co najmniej tak samo ważnym źródłem informacji. Chociaż wszyscy sadziliśmy to samo, pod koniec sezonu nie było w naszym kręgu dwóch identycznych parceli.
Po mojej prawej miałam dwie ambitne koleżanki-działkowiczki. Ich dynie wyrabiały 150 % normy, a pomidory nigdy nie miały “wilków”. Przy naszym pierwszym spotkaniu cierpko oznajmiły, że zbierają z moich ziemniaków stonkę, która najwyraźniej zrobiła sobie z mojej parceli bazę wypadową. Nie miałam pojęcia, że tak postępuje się z tą plagą.
Kawałek ziemi po mojej lewej należał do pisarki i jej rodziny. Spotkałam ich w ogrodzie raz, wiosną. Podczas gdy my, wyciągnięte na trawie gawędziłyśmy o literaturze, chłopiec przekopywal kartofle z ojcem. Był to, zdaje się, jednorazowy zabieg wychowawczy, bo z biegiem czasu na grządce pisarki można było zaobserwować naturalną sukcesję samosiejek.
Moja parcela była gdzies pomiedzy. Zjawiałam się na niej tak często, jak mogłam i uprawiałam tak, jak umiałam, a ona odpłacała mi za to chojnie:
WIOSNĄ
LATEM
Aż mi ręka zadrżała
JESIENIĄ
Za kilka tygodni otwarcie nowego sezonu. Wiosno, jestem gotowa, przybywaj.
Fot. Volker Gehrmann, KarachoBerlin

Komentarze
Prześlij komentarz